-Violu! Tylko nie zaczynaj awantury!-powiedziałam. Przecież to nie było takie proste dla mnie. Stresowałam się ,ze zaraz naskoczy na mnie z wyzwiskami, ale Marotti zauważył sytuacje.- Co się tu dzieje..-narzeka on. -Dlaczego nie wybrałeś mnie, tylko ja! Jeszcze Ci pokażę!-zawołała i wyszła. Powoli docierało do mnie, co się stało. Viola się zmieniła. Tak na poważnie. Zrozumiałam,ze dawne czasy już nie powrócą. Nigdy. Moje czarne włosy opadały na ramiona, a oczy mówiły : nie do wiary. Potem miałam zajęcia taneczne. Mogłam zapomnieć o całym świecie. Smukłe i chude ciało poruszało się perfekcyjnie, tak jakbym uniosła się wysoko w niebo. Energia muzyki zachęcała mnie do działania więc chętnie ja wyzwalałam.
Płynnie przechodzę do obrotu. Skupiam się na sobie, rozluźniam się. Idealnie , teraz czuje jak opieram się na stopach. Lekko unoszę jedną, utrzymując przy tym doskonała równowagę. Nauczyciel coś mówił, ale ja odleciałam gdzieś indziej. Przypomniały mi się dawne czasy, kiedy Viola była normalna.
-Och ten Clement chciałby wszystkie oczarować.-zażartował nauczyciel. Poczułam się nieco zakłopotana,lecz po chwili zauważyłam moją najlepszą kumpele. -Cześć , Fran. Właśnie niedawno słyszałam o tym co się stało z Marco.-powiedziała.- Nie rozmawiajmy o tym.-odparłam. Westchnęłam ciężko. Smutek objął moje serce cicho i delikatnie,raniąc najdelikatniejsze części mojej duszy, przenikał moje serce niczym nóż. Czułam jakby ktoś mocno ściskał mnie za serce, nie dając mi oddychać. Ból był niemiłosierny. Niepotrzebnie odkopałam stare rany. To nieprawda,ze czas je leczy, czas tylko przyzwyczaja do bólu. A gdy się dotknie tej rany, poczuje się ten sam ból jak kiedyś. Jak wtedy kiedy to się wydarzyło. Ciągle się obwiniałam, ale wszyscy powtarzali mi,ze to nie moja wina. Bzdury opowiadają. Nic z tych rzeczy. Zapomniałam jak to jest ,kiedy nie czuje się czegoś takiego. Na szczęście ona jest. Ciągle jest. Nadzieja...Mówią, że umiera ostatnia a ja naiwna-wierzę w te słowa. -Dobrze.-mówi. To było takie zwyczajne dobrze ale sprawiło, ze uśmiechnęłam się lekko. Potem zaczęły się zajęcia. Było milo i zabawnie. Szkoda tylko, ze nie ma jego. Naprawdę mi go brak.
-Proszę się skupić!-zawołał ktoś i wyrwał mnie z moich wspomnień. -Przepraszam.-mowie zakłopotana. - Nic się nie stało . Pracujemy dalej.-mówi.
Chyba nie było momentu, żeby tak to wszystko było łatwe...Wcale nie. Nic nie jest tak jak dawniej. -myślę. Ostrożnie kontynuuje. Zmęczona tańczeniem siadam na chwile. To powoduje natychmiastowa reakcje Violetty. -Co to ma znaczyć, leniu patentowany! Do roboty! Nie pozwolę się lenić przyszłym moim poddanym. -rzekła i prychnęła głośno. Nienawiść przesiąkła mnie na wskroś, powoli wkraczając i niszcząc wszelkie pozytywne uczucia do tej blondyny. Ludmiła przynajmniej jest naturalna, a nie tak jak ona. To wszystko sprawia, ze mam ochotę ja po prostu wyrzucić. -Dlaczego tak mówisz.-zdenerwowała się Camilla. Do tej pory jakby nie istniała, ale teraz nagle się odezwała. -Cami...-mówi cicho. Nagle coś się stało i wybiegła z krzykiem.
Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki nie zobaczyłam Ludmi. -Powinnaś być wdzięczna, Cami.-rzekła , a jej ton przesychał dziwna uraza.- Fran, zdecydowałaś się może...-nie dokończyła. Nie. Tego nie powiem przy niej. A zresztą, kogo obchodzi, po czyjej stronie jestem. -Tak, stoję po Twojej stronie.-odezwałam się. Spojrzała na mnie uważnie. Wytrzymałam to spojrzenie, chociaż miałam wrażenie , jakby sprawdzała mnie od środka. Dziwne uczucie, tak bardzo nieprzyjemne,ale... Podjęłam już decyzje. Czułam się uwolniona od wątpliwości, łagodny spokój zagościł w moim sercu, a ból zl ze wspomnienia ulotnił się gdzieś w powietrzu. Wreszcie czułam się swobodniejsza. -Oczywiście mogłaś wybrać ją ,ale...-zaczęła.- Nie, Ludmiło. Pozbyłam się już złudzeń.-oznajmiłam i wyszłam z sali. To była ostatnia lekcja, wiec teraz zbierałam się do domu. Nagle natknęłam się na Leona. Co on znowu tutaj robi-zastanawiałam się. Spłoszyłam się i chciałam gdzieś pójść, ale nie. On mnie zatrzymał.- Proszę Cie, nie jestem w nastroju do rozmowy.-mowie błagalnym tonem,ale nie mogę się oprzeć pokusie, żeby się mu zwierzyć. - Co się dzieje , nie chcesz się mi może zwierzyć albo pogadać...-odpowiedział on. - Nie, nie potrzebuje tego. - mowie. Staram się , a Viola nazywa mnie brzydko. Czuje się bardzo urażona. Muszę coś zrobić....No i co miałam zrobić . Nie wiedziałam, co. Przecież tak łatwo nie będzie. A zatem jeżeli w ogóle chce cos zrobić, musze poznać ja bliżej.
Jednak moje myśli przerwał odgłos dzwonka i musiałam wyjść z sali . Spotkałam Camile ,która wyglądała na przeszczęśliwa, a ja zastanawiałam się dlaczego. - Hej , co Ty jesteś taka zadowolona.- mowie. Ona uśmiechnęła się szeroko do mnie i odpowiedziała. - Nie powiem Ci.- rzekła spokojnie.
-Dlaczego.-rzekłam. - Bo to tajemnica.- rzekła. I poszła. Zapomniałam o czymś, chyba coś dziś miało być. Tylko co. Wezmę tylko mój plecak i pójdę porozmawiać z nimi. -Fran chodź ze mną.-powiedział nagle Diego, który swoim nagłym przybyciem nieźle mnie przestraszył. Wszystko ,co mogło być złe zrobione, to tylko z mojej winy ,a nie z jego. Poza tym chyba Leon cos do mnie czuje. Ale się boję , ze... Zresztą nieważne. Kiedy to ja nagle zaczęłam się obawiać ,myślę. Jutro urodziny Cami musze jej kupić prezent ,inaczej pogniewa się na mnie i juz się do mnie nie odezwie. Nigdy.
A teraz dostrzegłam osobę, którą chciałam w tej chwili wyrzucić ze swojego życia. Violette. - Co się dzieje .-mówi ona. Zanim zdążyłam się zorientować, Violka upadla i z krzykiem wrzasnęła. Nie mogłam się ruszyć i stałam w miejscu jak jakaś debilka. Violetta spiorunowała mnie wzrokiem, a ja chciałam się zwyczajnie zapaść pod ziemie. Powoli zdawałam sobie sprawę , że powinnam była już wcześniej opuścić ją. Ale byłam za bardzo zapatrzona w nią. I te jej niby przyjacielskie teksty. Dobra, juz wystarczy. Przecież nie ma tu być o niej. Tylko o mnie, teraz to ja mogę się pokazać od lepszej strony. Chociaż zainteresowanie mną ze strony chłopaków-jest to ja mam ochotę zwyczajnie się stad wynieść. Mam niezły mętlik w głowie, czuję się fatalnie wobec mojego chłopaka ponieważ jeszcze nie wiedział, że być może cos czuje do Leona. Sama nie wiem! Co mam zrobić...
-Och ten Clement chciałby wszystkie oczarować.-zażartował nauczyciel. Poczułam się nieco zakłopotana,lecz po chwili zauważyłam moją najlepszą kumpele. -Cześć , Fran. Właśnie niedawno słyszałam o tym co się stało z Marco.-powiedziała.- Nie rozmawiajmy o tym.-odparłam. Westchnęłam ciężko. Smutek objął moje serce cicho i delikatnie,raniąc najdelikatniejsze części mojej duszy, przenikał moje serce niczym nóż. Czułam jakby ktoś mocno ściskał mnie za serce, nie dając mi oddychać. Ból był niemiłosierny. Niepotrzebnie odkopałam stare rany. To nieprawda,ze czas je leczy, czas tylko przyzwyczaja do bólu. A gdy się dotknie tej rany, poczuje się ten sam ból jak kiedyś. Jak wtedy kiedy to się wydarzyło. Ciągle się obwiniałam, ale wszyscy powtarzali mi,ze to nie moja wina. Bzdury opowiadają. Nic z tych rzeczy. Zapomniałam jak to jest ,kiedy nie czuje się czegoś takiego. Na szczęście ona jest. Ciągle jest. Nadzieja...Mówią, że umiera ostatnia a ja naiwna-wierzę w te słowa. -Dobrze.-mówi. To było takie zwyczajne dobrze ale sprawiło, ze uśmiechnęłam się lekko. Potem zaczęły się zajęcia. Było milo i zabawnie. Szkoda tylko, ze nie ma jego. Naprawdę mi go brak.
-Proszę się skupić!-zawołał ktoś i wyrwał mnie z moich wspomnień. -Przepraszam.-mowie zakłopotana. - Nic się nie stało . Pracujemy dalej.-mówi.
Chyba nie było momentu, żeby tak to wszystko było łatwe...Wcale nie. Nic nie jest tak jak dawniej. -myślę. Ostrożnie kontynuuje. Zmęczona tańczeniem siadam na chwile. To powoduje natychmiastowa reakcje Violetty. -Co to ma znaczyć, leniu patentowany! Do roboty! Nie pozwolę się lenić przyszłym moim poddanym. -rzekła i prychnęła głośno. Nienawiść przesiąkła mnie na wskroś, powoli wkraczając i niszcząc wszelkie pozytywne uczucia do tej blondyny. Ludmiła przynajmniej jest naturalna, a nie tak jak ona. To wszystko sprawia, ze mam ochotę ja po prostu wyrzucić. -Dlaczego tak mówisz.-zdenerwowała się Camilla. Do tej pory jakby nie istniała, ale teraz nagle się odezwała. -Cami...-mówi cicho. Nagle coś się stało i wybiegła z krzykiem.
Nie wiedziałam o co chodzi, dopóki nie zobaczyłam Ludmi. -Powinnaś być wdzięczna, Cami.-rzekła , a jej ton przesychał dziwna uraza.- Fran, zdecydowałaś się może...-nie dokończyła. Nie. Tego nie powiem przy niej. A zresztą, kogo obchodzi, po czyjej stronie jestem. -Tak, stoję po Twojej stronie.-odezwałam się. Spojrzała na mnie uważnie. Wytrzymałam to spojrzenie, chociaż miałam wrażenie , jakby sprawdzała mnie od środka. Dziwne uczucie, tak bardzo nieprzyjemne,ale... Podjęłam już decyzje. Czułam się uwolniona od wątpliwości, łagodny spokój zagościł w moim sercu, a ból zl ze wspomnienia ulotnił się gdzieś w powietrzu. Wreszcie czułam się swobodniejsza. -Oczywiście mogłaś wybrać ją ,ale...-zaczęła.- Nie, Ludmiło. Pozbyłam się już złudzeń.-oznajmiłam i wyszłam z sali. To była ostatnia lekcja, wiec teraz zbierałam się do domu. Nagle natknęłam się na Leona. Co on znowu tutaj robi-zastanawiałam się. Spłoszyłam się i chciałam gdzieś pójść, ale nie. On mnie zatrzymał.- Proszę Cie, nie jestem w nastroju do rozmowy.-mowie błagalnym tonem,ale nie mogę się oprzeć pokusie, żeby się mu zwierzyć. - Co się dzieje , nie chcesz się mi może zwierzyć albo pogadać...-odpowiedział on. - Nie, nie potrzebuje tego. - mowie. Staram się , a Viola nazywa mnie brzydko. Czuje się bardzo urażona. Muszę coś zrobić....No i co miałam zrobić . Nie wiedziałam, co. Przecież tak łatwo nie będzie. A zatem jeżeli w ogóle chce cos zrobić, musze poznać ja bliżej.
Jednak moje myśli przerwał odgłos dzwonka i musiałam wyjść z sali . Spotkałam Camile ,która wyglądała na przeszczęśliwa, a ja zastanawiałam się dlaczego. - Hej , co Ty jesteś taka zadowolona.- mowie. Ona uśmiechnęła się szeroko do mnie i odpowiedziała. - Nie powiem Ci.- rzekła spokojnie.
-Dlaczego.-rzekłam. - Bo to tajemnica.- rzekła. I poszła. Zapomniałam o czymś, chyba coś dziś miało być. Tylko co. Wezmę tylko mój plecak i pójdę porozmawiać z nimi. -Fran chodź ze mną.-powiedział nagle Diego, który swoim nagłym przybyciem nieźle mnie przestraszył. Wszystko ,co mogło być złe zrobione, to tylko z mojej winy ,a nie z jego. Poza tym chyba Leon cos do mnie czuje. Ale się boję , ze... Zresztą nieważne. Kiedy to ja nagle zaczęłam się obawiać ,myślę. Jutro urodziny Cami musze jej kupić prezent ,inaczej pogniewa się na mnie i juz się do mnie nie odezwie. Nigdy.
A teraz dostrzegłam osobę, którą chciałam w tej chwili wyrzucić ze swojego życia. Violette. - Co się dzieje .-mówi ona. Zanim zdążyłam się zorientować, Violka upadla i z krzykiem wrzasnęła. Nie mogłam się ruszyć i stałam w miejscu jak jakaś debilka. Violetta spiorunowała mnie wzrokiem, a ja chciałam się zwyczajnie zapaść pod ziemie. Powoli zdawałam sobie sprawę , że powinnam była już wcześniej opuścić ją. Ale byłam za bardzo zapatrzona w nią. I te jej niby przyjacielskie teksty. Dobra, juz wystarczy. Przecież nie ma tu być o niej. Tylko o mnie, teraz to ja mogę się pokazać od lepszej strony. Chociaż zainteresowanie mną ze strony chłopaków-jest to ja mam ochotę zwyczajnie się stad wynieść. Mam niezły mętlik w głowie, czuję się fatalnie wobec mojego chłopaka ponieważ jeszcze nie wiedział, że być może cos czuje do Leona. Sama nie wiem! Co mam zrobić...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz